Od pewnego czasu wybieraliśmy się do restauracji znajdującej się 3 minuty od naszego mieszkania, Tacos Locos. Przez szybę wyglądało nieźle, ceny też w porządku, a do tego meksykańskie jedzenie - czego więcej można chcieć?
Na początku wszystko było normalnie, usiedliśmy, podumaliśmy nad menu, wybraliśmy dania i zamówiliśmy. Goran skorzystał z chwili oczekiwania, żeby pójść do łazienki, a ja zaczęłam rozglądać się po sali. I wtedy...
Coś mnie tknęło. Niesamowicie kojarzyło mi się to z pewnym miejscem, w którym kiedyś byliśmy... tylko gdzie? Kiedy? Podobny wystrój, jedzenie chyba też takie bardziej tematyczne... Ale nie, nie przypomnę sobie.
Po powrocie Gorana wspólnie zaczęliśmy się nad tym zastanawiać. On też najpierw tego nie zauważył, ale po tym, jak zwróciłam mu uwagę, rzeczywiście zaczął coś sobie przypominać. I z pewnością było to gdzieś, gdzie byliśmy tylko przejazdem... Praga? Chyba nie... Chociaż było to chyba gdzieś w Europie Centralnej/Wschodniej, więc gdzie mogłoby to być... Polska odpada, bo zamawialiśmy wtedy po angielsku. W ogóle było to nie aż tak dawno temu, rok, dwa może. Gdzie my w tym czasie jeździliśmy?
Odtworzyliśmy dokładny obraz tamtego miejsca: wystrój, gdzie siedzieliśmy, gdzie był bar, gdzie telewizor, kto akurat grał w tenisa (Djoković, więc było łatwe, bo pamiętaliśmy, że Goran więcej patrzył na mecz niż na mnie :)) i że płaciliśmy kartą... Tylko jeden szczegół: gdzie, do diabła, to było!?
Chwilę to potrwało, zanim zorientowaliśmy się, że... po prostu jesteśmy w tym samym miejscu. Co prawda w innej sali, ale nawet wybrałam się na mały obchód, żeby sprawdzić tę teorię, bo inaczej by mi to nie dało spokoju. Tak, półtora roku temu spędzając 2 czy 3 dni w Budapeszcie zawędrowaliśmy do tej samej restauracji, nieświadomie fundując sobie przy okazji niezłą zagadkę do rozwiązania w przyszłości :)
DObre!!! A z kim grał, z Nadalem?
OdpowiedzUsuńWtedy chyba nie, zdaje się, że to był jakiś mecz wcześniejszej fazy turniejowej i grał z kimś z dużo niższej półki. Ale jeśli chodzi o Nadala, to oglądałam końcówkę finału Australian Open 2012 - jakieś ostatnie 3,5 godziny ;)
OdpowiedzUsuń